recenzja

Człowiek czy demon?

Dawno, dawno temu, w świecie bogów i herosów, doszło do tragedii, która zburzyła spokój panujący na Olimpie. Wszystko rozpoczęło się od puszki pełnej demonów, na której strażniczkę wybrano kobietę. Nie była to jednak zwykła śmiertelniczka, tylko wojownicza i silna Pandora. Decyzja ta wzburzyła grupą stworzonych z krwi bogów wojowników. Ich pycha i duma zostały urażone, dlatego postanowili oni w okrutny sposób ukarać bóstwa i otworzyć puszkę Pandory. Nie podejrzewali jednak, że sprawy przybiorą tragiczny obrót i jedynie szybka interwencja ich stwórców zdoła opanować chaos, który wojownicy wywołali. To co uczynili nie mogło się jednak obejść bez kary. W każdym z mężczyzn umieszczono jednego z uwolnionych demonów. Ich nieśmiertelne życie zmieniło się bezpowrotnie.
Maddox to jeden z przeklętych wojowników, który został obarczony demonem Furii. Nie potrafi on nad nim zapanować, dlatego przyjaciele muszą go często zakuwać w zrobione przez Hefajstosa łańcuchy, aby w szale nie zrobił im krzywdy. W walce z Łowcami (ich odwiecznym wrogiem) jest jednak praktycznie niepokonany. Ashlyn poznaje przypadkowo. Dziewczyna pracuje dla  instytutu zajmującego się zjawiskami paranormalnymi oraz magicznymi i mitycznymi postaciami. Sama również jest wyjątkowa, gdyż od dziecka słyszy głosy, a dokładniej echa przebrzmiałych rozmów. Maddox podejrzewa, że dziewczyna została podstawiona jako przynęta, jednak im dłużej z nią przebywa, tym bardziej czuje, że Ashlyn jest mu przeznaczona. Czy jego przyjaciele również bezwarunkowo zaakceptują tą tajemniczą kobietę?

Jak jest?

Swoją przygodę z panią Showalter rozpoczęłam od książki „Mroczny szept”, dlatego jej styl jest już mi trochę znany. Maddoxa i Ashlyn poznałam tam jako przesympatyczną i oddaną sobie parę, dlatego bardzo ciekawie było przeczytać o ich początkach. Ashlyn, którą targają sprzeczne emocje: z jednej strony rozwijająca się miłość, a z drugiej strach przed demonem. Maddox, który boi się zbliżyć emocjonalnie i fizycznie, gdyż nie ufa ciemności, która w nim siedzi. Dzięki „Mrocznej nocy” udało mi się lepiej poznać obie te postacie, a nawet w pewien sposób z nimi związać. Wyjaśniła się też sytuacja, dlaczego panteonem bogów rządzi Kronos. Interesującym elementem była również dodatkowa klątwa Maddoxa, czyli powtarzająca się co noc śmierć, w ten sam sposób, w który zamordował Pandorę.
Zaskakujące było dla mnie to, że książka jest sporo krótsza od „Mrocznego szeptu”, gdyż fabuła moim zdaniem mogłaby być trochę bardziej rozwinięta. Czytając odniosłam w kilku momentach nawet wrażenie, że czegoś brakuje (później doczytałam, że kilka scen podobno wycięto!). W historii nie występuje też tak dużo scen erotycznych jak w części 4, a wątek miłosny nie jest dominujący. Dzięki temu, że skusiłam się na tom I serii o władcach podziemi przekonałam się również, że okładki od początku wykonane są w podobnym stylu (przystojny mężczyzna z tatuażem w kształcie motyla).
„Mroczna noc” to lekka książka z nowatorskim wątkiem mitologicznym i elementami romansu. Czyta się ją szybko i przyjemnie, jeżeli nie stawia się jej wysokich wymagań. Nie jest to wybitna pozycja, która zmusi nas do rozmyślań natury filozoficznej lub szczegółowo poinformuje nas o greckiej mitologii,  jednak jak już wielokrotnie powtarzałam, czasem lubię sięgnąć po tego typu historie, aby najzwyczajniej się zrelaksować. Dlatego jeżeli pragniecie odpoczynku z nutą romansu paranormalnego to sięgnijcie, a nie pożałujecie.
tytuł: Mroczna noc
autor: Gena Showalter
wydawnictwo: Mira
ilość stron: 316