Uncategorized

Recenzja: Arogancki snob i wulgarna wieśniaczka

Ilona Andrews nie jest do końca kobietą. Nie może nią być, gdyż składa się tak na prawdę z dwóch osób: Illony i Gordona. Jest to zgrany duet, a dokładniej małżeństwo parające się pisaniem dzieł z gatunku urban fantasy. Ilona urodziła się w Rosji, jednak studia skończyła w USA. W trakcie nauki poznała swego obecnego małżonka, a aktualnie mieszka z nim oraz ich dwójką dzieci, trzema psami i kotem w Oregonie.
Rose mieszka na Rubieży, czy fragmencie ziemi, pomiędzy Niepełnią i Dziwoziemią. Niepełnia przypomina naszą rzeczywistość: nie ma w niej magii, ludzie chodzą do pracy, zarabiają i jedzą w KFC. Dziwoziemia to z kolei miejsce pełne magicznych stworzeń, gdzie dalej istnieje monarchia. Rose jednak mieszka na Rubieży, czyli najgorszej z możliwych 3 opcji. Tutaj nie ma żadnej instancji wyższej ani jakichkolwiek przedstawicieli prawa. Najważniejsza zasada na Rubieży to : oko za oko. Jeżeli ktoś wyrządził ci krzywdę, to masz prawo się zemścić, jednak nie licz na to, że któryś z sąsiadów przyjdzie ci z pomocą. Ochrona własnego życia w tym miejscu pełnym przemocy, biedy i częściowo wyrzutków z obu światów, nie jest zbyt łatwym zadaniem. Rose wie o tym najlepiej, ponieważ oprócz siebie ma pod opieką jeszcze dwóch młodszych braci.
Rose nie jest jednak całkowicie bezbronna. Po swoich przodkach odziedziczyła magię, która pozwala jej formować błysk, czyli formę broni stworzoną z mocy. Na swe nieszczęście, przez jedno wydarzeń z przeszłości, o jej umiejętności wiedzą praktycznie wszyscy. Jej moc, a dokładniej możliwość jej odziedziczenia, jest smacznym kąskiem dla wielu arystokratów z Dziwoziemi, którzy co rusz starają się zmusić dziewczynę do prokreacji. Nic więc w tym dziwnego, że gdy pewnego dnia staje na jej progu przystojny wojownik, ze szlacheckiego rodu, Rose od razu mówi mu, że nie ma szans aby wylądowali razem w łóżku.
Przybycie wojownika w niezwykły sposób, zbiega się z pojawieniem się na Rubieży stworów, przypominających diabelskie charty. Ludzie znikają, a zewsząd czuć zbliżającą się złą moc. Wyniosły arystokrata nie chce nic o sobie powiedzieć, lecz w chwilach zagrożenia staje po stronie Rose i jej rodziny. Czy jego zamierzeniem jest coś więcej niż tylko znalezienie małżonki?
Wrażenia i rekomendacje
Najpierw zacznę od okładki, która bardzo mi się podoba. Ukazuje ona Rose z bronią i mocą wydobywającą się z jej dłoni, na tle granicy pomiędzy światami. KAPITALNA. Zdecydowanie przyciąga wzrok i wywołuje dreszczyk oczekiwania. Sądzę również, że wydawnictwo zrobiło dobry manewr poprawiając wersję okładki angielskiej, ponieważ bez tej męskiej twarzy, ta obwoluta stała się o niebo lepsza.
<—  kiczowata męska twarz, nie potrzebnie wkomponowana w intrygującą okładkę
Zdecydowanie do gustu przypadli mi również bohaterzy. Rose jest kolejną silną, samodzielną i upartą bohaterką, która nie waha się chwycić za obroń i stanąć w pierwszej linii do walki z wrogiem. Jest dobrą i konsekwentną matką i ojcem, a równocześnie opiekuńczą siostrą dla swych braci. Uwielbiam jej styl wypowiadania się, całkowitą szczerość i konkretne podejście do życia. Nie ma u niej mazgajstwa, użalania się i omdleń na widok przystojnych mężczyzn. Przez to, że szybko musiała stać się odpowiedzialna i dodatkowo parę osób mocno zraniło jej uczucia, wykształcił się w niej twardy i niezależny charakter. Super przystojny wojownik Declan, również został ciekawie przedstawiony. Przyzwyczajony do tego że wydaje polecenia, które są słuchane, nie może uwierzyć, że Rose ciągle mu się przeciwstawia. Ich dialogi są zawsze pełne emocji. One wręcz aż iskrzą od wyładowań elektrycznych, a później od pożądania. Jednak spokojnie, to nie jest romans i wątek uczuciowy, gra tutaj zdecydowanie podrzędną rolę.
Akcja jest w tej książce początkowo dość niedookreślona. Skąd i po co pojawił się ten wojownik? Czemu te dzikie potwory polują właśnie na Rose i jej braci? Dlaczego dziadek zjada mózgi psom? Z kolejnymi kartami  nasza ciekawość rozbudzana jest coraz to nowszymi informacjami, tak aby nareszcie dojść do punktu kulminacyjnego i zakończenia odpowiadającego na każde nasze pytanie i które jest całkowitą niespodzianką (na szczęście pozytywną). Ogromnie lekko i szybko czytało mi się tę historię, jednak w żadnym wypadku nie cechuje jej infantylny styl czy język.
Nie ma chyba w tej powieści elementu, który by mnie zdenerwował czy zawiódł. Dobre dialogi, nie ciągnące się opisy, niesamowita i nowatorska kreacja świata. Ogromnym plusem jest również zamknięcie całej historii w jednym tomie, bo nie znoszę cliffhangerów.  Polubiłam Rose, uśmiałam się przy sprzeczkach z Declanem i dodatkowo wczułam się w ciężkie życie na Rubieży. Na prawdę polecam wam tę książkę 🙂
Poznać twórczość tego niezwykłego małżeństwa mogłam dzięki ogromnej uprzejmości wydawnictwa:

tytuł: Na krawędzi
autor: Ilona Andrews
wydawnictwo: Fabryka słów
ilość stron: 401

opis wydawcy: KLIK
strona autorska: KLIK