Uncategorized

Recenzja: Projekt Genesis II

Gdy Chloe dowiedziała się, że umiejętności, które posiada ona i jej nowi przyjaciele, są w pewnej mierze wynikiem eksperymentu, doszła do wniosku, że nie może już ufać nikomu. Postanowiła obmyślić plan ucieczki. Wynikiem miałby być połączenie się z dotychczas nie pojmanymi przez grupę Edisona Derekiem i Simonem. Nie spodziewała się jednak, że mama Tori okaże się aż tak mocną czarownicą, a sama Victoria postanowi się w ostatniej chwili dołączyć do ucieczki. Gdyby nie, jak zawsze w takich momentach, opanowany Derek nigdy nie udałoby się im znów spotkać w pełnej grupie i uciec z łap tej okrutnej organizacji, która aby zrealizować swoje cele nie wahała się nawet zabić.
Życie na ulicy jest męczące. Tori wszystkim dokucza, Derek ciągle się czepia, nie ma jedzenia, śpi się na gołej ziemi, a o prysznicu można tylko pomarzyć. Jedynym miłym aspektem tego wszystkiego jest Simon, który wie, jak wywołać uśmiech na twarzy Chloe i w którym momencie wziąć ją za rękę, aby dodać jej otuchy. Gdyby nie cała ta sytuacja byłoby to dla dziewczyny całkiem romantyczne. Jak jednak można mówić o uczuciach, gdy Derek zjawia się w najmniej odpowiednich momentach? Jeszcze ten jego nieustępliwy i okropny charakterek! Nawet umięśnione ciało i bystry umysł nie są w stanie wynagrodzić tego, w jaki sposób się zachowuje. Czemu więc paradoksalnie Chloe zaczyna czuć się w jego obecności coraz lepiej?
Wrażenia i rekomendacje
Oficjalnie jest to moja ulubiona seria. Akcja w niej nie wlecze się, jak flaki z olejem, tylko co chwilę zaskakuje czymś nowym. Każda z postaci jest konsekwentna w swych zachowaniach. Chloe dorasta i przestaje się podporządkowywać, a Derek jest dalej inteligentnym i na swój sposób opiekuńczym gburem, którego ogromnie polubiłam. Bałam się, że po części pierwszej kolejna okaże tendencję spadkową, jednak na szczęście pomyliłam się w swoich przypuszczeniach. Pochłonęłam ją na jednym oddechu w ciągu zaledwie 3 godzin! (między 24.30 a 3.30 w nocy, tak mój zegar wewnętrzny jest ostatnio okropnie rozregulowany).
Tak, jak przy części pierwszej nie mogę skrytykować ani stylu, ani języka ( no dobra raz mi się nie spodobało, gdy Chloe określiła coś mianem- zajebistego), ani do postaci, ponieważ autentycznie mi się podobają. Głowna bohaterka przestała wszystko nagminnie zmieniać w kadry filmowe, co raczej tutaj działa na plus, gdyż wpasowuje się w rodzaj fabuły. Akcja powieści rozgrywa się głównie w drodze, więc Chloe nie ma czasu na wyobrażanie sobie czegokolwiek i tym samym jej narracja przestaje być naiwna, a zyskuje na autentyczności. Po raz kolejny nawiązano również w treści (oraz na okładce) do wisiora Chloe, dalej jednak nie wyjaśniono szczegółów związanych z jego pochodzeniem, ani zadaniem, które ma spełnić. Pozostaje mieć nadzieję, że stanie się to w kolejnej części.
W “Przebudzeniu” mamy ucieczkę, walkę, zdradę, zombie, a to wszystko dodatkowo okraszone dużą ilością emocji. Jest to powieść, która niesamowicie wciąga i po którą sięgnę jeszcze wielokrotnie.

Za kolejną część GENIALNEJ serii ogromnie dziękuję wydawnictwu:

tytuł: Przebudzenie
autor: Kelley Armstrong
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 326
opis wydawcy: KLIK