Uncategorized

Recenzja: Indianin i Jezus we Wrocławiu

Wrocław jak miasto pełne przestępców poznałam już dzięki książkom Marka Krajewskiego i niestety nie przypadło mi ono wtedy do gustu. Sięgając po “gdzie mól i rdza” nie wiedziałam czego się spodziewać (mimo iż Zielona cytryna krzyczała: CZYTAJ BO ŚWIETNE!).  Czy kolejny kryminał z miastem Wrocław w tle przypadł mi do gustu? O tym dowiecie się za chwilę.
Komisarz Marek Przygodny czuje, że w jego małżeństwie źle się dzieje. Żona zapomniała o jego urodzinach, nie jada już z nim kolacji, a tematy rozmów między nimi stały się strasznie ograniczone. Odkąd dzieci się wyprowadziły jest tylko gorzej, gdyż z dnia na dzień oddalają się od siebie. Mimo wszystko Przygodny wie, że nie umie zdradzić żony i szukać ukojenia w ramionach kochanki. Jedyne co może to wyżalić się swojemu koledze, dziennikarzowi Kuriacie. 
Kuriata ma czterdziestkę z hakiem, nigdy jednak nie założył rodziny. Z zapałem poluje on na przygodne partnerki, których to w ramach praktyk, nigdy w jego biurze nie brakuje. Nie jest on jednak super przystojnym mężczyzną, jego sposobem na młode kochanki jest nowoczesny samochód oraz ogromna pewność siebie.
Co łączy Przygodnego z Kuriatą (oprócz przyjaźni oczywiście)? Morderstwo. I to nie byle jakie.
Mateusz Majewski to starszy Pan, który zostaje zabity  prawdopodobnie przez Indianina.
Przebitego strzałą i oskalpowanego mężczyznę odnajduje policja, zaalarmowana przez zaniepokojoną sąsiadkę (Czujecie to? INDIANIN popełnił morderstwo we WROCŁAWIU). Aby było jeszcze ciekawiej: strzała w ciele denata okazuje się być pokryta kurarą, czyli trucizną prosto z Ameryki Południowej. Przygodny i Kuriata z prawdziwym polskim zaangażowaniem zajmują się sprawą, w której jedyny podejrzany, ma na czas morderstwa, mocne alibi. 
Po niedługim czasie od odkrycia pierwszego trupa, ginie kolejny człowiek, a do Kuriaty zaczyna wydzwaniać Jezus.
Wrażenia i rekomendacje
Kryminał napisany przez Pollaka nie dość, że jest świetnym przedstawicielem swojego gatunku to dodatkowo, moim zdaniem, dość dobrze ukazuje polskie warunki. Policja z tej historii nie używa wymyślnych sprzętów, ani nie siedzi w laboratorium 24h/7 dni w tygodniu. Przygodny zajmuje się sprawą i jednocześnie swoim życiem osobistym. Kuriata podrywa wszystko z dużym biustem, ale gdy trzeba potrafi się zebrać i stworzyć genialny artykuł. Podsumowując bohaterzy w tej książce, są po prostu zwyczajni i ludzcy. Zdarzają im się lepsze i gorsze momenty, jednak jakoś dają sobie radę (moimi ulubieńcami stali się Wójcik i Wojtkiewicz, którzy należą do grupy Przygodnego).
Do gustu przypadł mi również styl pana Pawła, ponieważ w połączeniu z językiem, jakiego używa, nadaje książce swoisty charakter. Wypowiedzi bohaterów są często zabawne, więc dodatkowo mamy tutaj również aspekt humoru, który także w literaturze cenię. 

Intryga jest dość zawiła i ma kilka niezłych punktów zwrotnych. Trup się ściele co chwilę, denatów praktycznie nic nie łączy, a dodatkowo długo brak jakichkolwiek śladów naprowadzających na mordercę/ morderców. Czytelnik odczuwa umiarkowane napięcie, ale akcja jest dość wartka przez cały czas. Ogólnie sam pomysł na historię bardzo mi się podobał, a książkę czytałam z dużą dozą przyjemności.

Na ostatni, ale nie mniej ważny, plus zasługuje moim zdaniem okładka. Grafika zapowiadająca, że pojawi się oskalpowany czerep, niesamowicie mi się podoba i aż zachęca swoją prostotą! Oby więcej takich okładek!

“gdzie mól i rdza” to polski kryminał na wysokim poziomie. Pollak zapewnia swoim czytelnikom intrygę budzącą emocję, prawdziwych polskich bohaterów oraz kolejną wizję Wrocławia, jako miasta w którym wszystko może się zdarzyć. Przeczytajcie, aby wiedzieć co może się stać, gdy to do was zatelefonuje kiedyś Jezus 😉
Za kolejną świetną książkę i miło spędzony z nią czas dziękuję serdecznie wydawnictwu:

tytuł: gdzie mól i rdza 
autor: Paweł Pollak
wydawnictwo: Oficynka
ilość stron: 381
opis wydawcy: KLIK