Uncategorized

Recenzja: Czarodziej z koroną z Burger Kinga

tytuł: Pełnia księżyca
autor: Jim Butcher
wydawnictwo: Mag
ilość stron: 400
opis wydawcy: KLIK
Tom I: RECENZJA
Harry klepie biedę.
Po wydarzeniach, które miały miejsce wiosną, Murphy przestała się do niego odzywać, a co za tym idzie prosić go o płatne konsultacje dla policji. Mag wprawdzie chwyta się wszystkiego co może, jednak jego codzienne menu i tak obfituje głównie w zupki chińskie.
Gdy zdesperowany nie wie już co ma zrobić, w końcu na szczęście dla niego, ktoś ginie, a okoliczności śmierci są tak nieprawdopodobne, że opinia Harrego staje się niezbędna. Dresden trafia więc na miejsce przestępstwa aby przekonać się o tym, że ciało jest rozszarpane, a w znajdującej się wszędzie krwi, odbite są ślady łap. Mag po szybkiej ocenie stwierdza, że to nie będzie łatwa, prosta i przyjemna robota. Nie, wtedy gdy ma się do czynienia z wilkołakami.
Murphy niestety ma dla Harrego więcej nieciekawych informacji. Oboje trafili bowiem pod lupę zarówno polityków jak i oddziału wewnętrznego, w związku z poprzednią sprawą, która nie do końca została wyjaśniona. W sytuacji tej nie pomaga również fakt, że jeden z największych przestępców w  Chicago rozpowiada, że współpracuje z Dresdenem.
Wrażenia i rekomendacje
Tak jak po pierwszej części nie byłam do końca przekonana do tej serii, tak od teraz staje się jej fanką! Autor zdecydowanie się rozkręcił i zarówno fabularnie jak i językowo podniósł swoją poprzeczkę. 
Harry dalej jest Harrym, jednak poprzez wszystko, co spotyka go w tej historii zaczyna bardziej cenić swoje życie. Wiele osób w tej książce umiera, za co czarodziej czuje się odpowiedzialny i często daje się przez to opanować rozgoryczeniu i złości. Odnośnie głównego bohatera dla mnie ciekawym fragmentem była scena, gdy Dresden rozmawiał ze swoim podświadomym Ja. O Murray jest w tej części niewiele, a nawet wtedy, gdy się pojawia, zdaje się mieć mniej otwarty umysł na magię i paranormalne zjawiska, niż w tomie pierwszym. Jej kontakty z Harrym bardzo się oziębiły co także wpływa na pogorszenie jego humoru. Na pierwszy plan wskakuje za to rasa wilkołaków. I tutaj autor naprawdę się wykazał, gdyż nie poprzestał na zwykłych zmieniających się w wilki ludziach, a poruszył kilka ich możliwych gatunków m. in Hexenwolfy, loup-garous oraz lykantropów. Oczywiście, aby czytelnikowi nic się nie pomieszało od początku (dzięki Bobowi) poznajmy całą tę klasyfikację i cechy szczególne jej przedstawicieli.

Fabuła jest lepiej dopracowana i bardziej złożona. Obfituje ona w sceny walki, ucieczki i porwania. Powraca jeden ze starych wrogów i oczywiście pojawiają się nowi. Dalej jednak nie wiemy, kto nimi steruje i tak naprawdę pragnie śmierci maga. Opisy są bardzo plastyczne i żywe, co pozwala na realne wyobrażenie sobie miejsc zbrodni i ciał poszkodowanych. W pewnym momencie historii bardzo dobrze przedstawione zostały również emocje jakie odczuwają zmiennokształtni, a zwłaszcza zew krwi i chęć mordu.
Czuje się miło zaskoczona, bo nie spodziewałam się, że aż tak pochłoną mnie przygody Dresdena. Książkę czyta się z wypiekami na twarzy i bijącym sercem, gdyż akcja jest szybka i pełna niespodzianek, a  Harry jako narrator sprawdza się doskonale. 
Za niesamowite i pełne emocji przygody przy świetle księżyca dziękuję serdecznie wydawnictwu: