Uncategorized

Recenzja: Ostatnia nocka z Rose i Dymitrem

tytuł: Ostatnie poświęcenie
autor: Richelle Mead
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 544
opis wydawcy: KLIK
NIE CZYTAJCIE TEJ RECENZJI JEŻELI NIE ZNACIE CAŁEJ SERII!
Zawsze, gdy kończę jakąś serię odczuwam smutek. Jest mi przykro, że są to moje ostatnie chwile, w których towarzyszę swoim ulubionym postaciom, kibicuje ich związkom, trzymam kciuki za podejmowane decyzje, czy nawet do niektórych wzdycham. Seria Richelle Mead jest jedną z tych, od których nie mogłam się oderwać i z której bohaterami związałam się szczególnie mocno.
Fabuła
Rose siedzi w więzieniu za zdradę stanu, a dokładniej za morderstwo królowej. Oczywiście dampirka nie popełniła tej zbrodni, jednak oprócz najbliższych znajomych i rodziny nikt inny nie wierzy w jej niewinność. Dlaczego ktoś pragnie ją wrobić akurat w takim momencie? Akurat wtedy, gdy Dymitr wrócił do świata żywych i trzeba na nowo nauczyć go cieszyć się życiem? Rose nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Wyrok już praktycznie został wydany- za zdradę stanu dziewczynie grozi śmierć. Na szczęście Rose jak zawsze może liczyć na swoich bliskich, którzy nie czekają bezczynnie lecz obmyślają dla niej plan ucieczki. W wyniku szybkiej akcji wydostają ją z więzienia, a następnie przy współpracy z Dymitrem i alchemiczką Sydney wywożą w głąb kraju, aby zyskać na czasie i odkryć prawdziwego mordercę władczyni. Rose nie może jednak odnaleźć się w nowej sytuacji. Z jednej strony cieszy się, że jest wolna, z drugiej nie rozumie czemu Dymitr trzyma ją na dystans, a z jeszcze innej nie podoba jej się bierne siedzenie i czekanie na wiadomości. Nic więc dziwnego w tym, że szybko znajduje sobie nową misję, która może mieć znaczny wpływ na wybór nowego władcy świata wampirów…
Wrażenia i rekomendacje
Richelle Mead stworzyła serię, która zdecydowanie jest jedną z najbardziej wciągających, emocjonujących i zapadających w pamięć, serii paranormalnych. Jej niezwykli bohaterowie nie są płytkimi amerykańskimi nastolatkami, a przedstawicielami różnych wampirzych ras, zmuszonymi do radzenia sobie w pełnym politycznych intryg i niebezpieczeństw świecie. Nieustraszeni strażnicy oddający swe życie w obronie morojów, arystokraci krążący wokół królewskiego dworu pragnący zrealizować swoje prywatne plany, upadłe wampiry, które wybrały przemianę w strzygi- to niesamowite połączenie, z jakim do tej pory nie miałam do czynienia w żadnej innej książce.
Rose Hathaway przez te 6 tomów, dojrzewa i staje się odpowiedzialną opiekunką, która mimo wybuchowego charakteru, ciętego języka i szalonych pomysłów, z poświęceniem oddaje się swojemu powołaniu. To z jej perspektywy poznajemy fabułę tej powieści, dzięki czemu mamy wgląd w jej psychikę oraz dokładnie poznajemy motywy jej działań. Poprzez niezwykłą więź między nią a Lissą Dragomir mamy również możliwość patrzenia na rozgrywające się z daleka od dampirki wydarzenia z perspektywy jej przyjaciółki. Akcja, która w poprzednich tomach była bardzo szybka, także i w tym jest pełna zwrotów i zawirowań budzących w czytelniku całą gamę uczuć. Z jednej strony obserwujemy bowiem działania Rose pragnącej odnaleźć pewną zaginioną osobę, na nowo rozbudzić ducha starego Dymitra oraz zwalczyć w sobie skutki używania mocy ducha a z drugiej życie toczące się na królewskim dworze i poczynania Lissy, które prowadzą do odkrycia prawdziwego mordercy.
Nie ukrywam, że dla mnie ważny był w tej historii wątek romantyczny między główną bohaterką, a jej nauczycielem Dymitrem. Z ogromna ulgą przyjęłam wydarzenia z tomu V i z radością przyjmowałam w tomie VI każdą informację o na nowo rodzących się uczuciach między tą dwójką. W prawdzie ze ściśniętym z żalu sercem, czytałam o Adrianie, będącym tutaj moim zdaniem jedną z najbardziej poszkodowanych osób, jednak nie wyobrażam sobie innego, romantycznego zakończenia dla Rose, niż to opisane przez autorkę.
Jak już wspomniałam na początku, jest mi ogromnie smutno. Rose to jedna z ulubionych bohaterek literackich, z którą momentami bardzo się utożsamiałam, dlatego nie potrafię się pogodzić z faktem, że to już koniec jej przygód. Na szczęście Pani Mead dokładnie pozamykała wszystkie wątki tej historii i w mistrzowski sposób zakończyła tą niesamowitą przygodę. Nie mam tej książce nic do zarzucenia, ani w żaden sposób nie czuję się zawiedziona. Podsumowując:
Czy jestem zadowolona z ostatniej części? Tak. 
Czy jestem zadowolona, że to ostatnia część? Zdecydowanie NIE.
Za możliwość poznania tej cudownej powieści, po którą sięgnę jeszcze nie raz dziękuję ogromnie wydawnictwu:
P.S. Aby nie było tak smętnie to dodam, że od września na rynku pojawi się kolejna seria Richelle Mead:
Zdrada, miłość, przyjaźń i intrygi wampirzego świata w kolejnej ekscytującej sadze Richelle Mead!

Uczono nas, że wszystkie wampiry, moroje i strzygi są mroczne i złe. Kto
chciałby pić cudzą krew? To obrzydliwe. Sama myśl o tym, że wkrótce
będę karmić morojkę, przyprawiała mnie o mdłości.

Kiedy alchemiczka Sydney dowiaduje się, że ma strzec bezpieczeństwa
księżniczki morojów Jill Dragomir, nie jest zachwycona. I nawet nie
przypuszcza, że ich wspólną kryjówką okaże się… szkoła dla śmiertelników
w Palm Springs w Kalifornii. Ale to dopiero początek ryzykownych
przygód obu dziewczyn…

Kroniki krwi to kontynuacja bestsellerowej serii Akademia wampirów.
Pojawią się w niej postacie, które już pokochaliście, oraz wiele
zupełnie nowych twarzy.