Uncategorized

Recenzja: Współczesna, amerykańska Pytia

tytuł: Dotyk ciemności
autor: Karen Chance
wydawnictwo: Papierowy księżyc
ilość stron: 381
opis wydawcy: KLIK
Paranormalne historie już mi się trochę przejadły, dlatego po kolejną książkę zarekomendowaną przez m. in. Charlaine Harris sięgnęłam z dość dużym dystansem, nie stawiając jej jakiejkolwiek poprzeczki.
Autorka
Karen Chance to amerykańska pisarka zajmująca się stylem urban fantasy. “Dotyk ciemności” jest pierwszą, wydaną w Polsce, częścią stworzonej przez nią historii o wieszczce Cassandrze Palmer. W sumie seria ta liczy 5 tomów.
Fabuła
Cassie wychowywały wampiry. Jej rodzice zginęli w zamachu, gdy ona była jeszcze małym dzieckiem i od tego czasu przebywała wśród krwiopijców. Jako nastolatka dowiedziała się jednak, że mordercą jej rodziny był nie kto inny, jak właśnie zimnokrwisty, który wziął ją pod swoją opiekę. Pewnie zapytacie: “Dlaczego zwykła dziewczynka była dla tej paranormalnej istoty taka ważna?” oczywiście już wam wyjaśniam. Cassandra jest wieszczką, czyli od czasu do czasu miewa wizje tego co było lub tego co będzie, a Tony, wampir który się nią zajął, wykorzystywał skrupulatnie wszystko co przewidziała. Dziewczyna podjęła jednak decyzję o ucieczce i od tego czasu ukrywa się i zmienia tożsamości, aby nie zostać znów pojmaną. Poznajemy ją w momencie, gdy ktoś wysyła jej informację, kiedy zostanie zabita. Cassie mimo iż wie, że musi zniknąć postanawia pożegnać się ze swoim współlokatorem i ostrzec go przed potencjalnym niebezpieczeństwem ze strony jej wrogów. Niestety pościg szybko ją znajduje i dochodzi do bitwy w trakcie, której Cassie dowiaduje się, że jej współlokator wcale nie jest tym, za kogo go uważała.W prawdzie z walki udaje im się wyjść bez większych obrażeń, jednakże w natłoku kolejnych wydarzeń dziewczyna dowiaduje się, że nie jest zwykłym medium i musi pomóc wampirom w wykonaniu dość istotnej dla nich misji.
Wrażenia i rekomendacje
Tak jak wspomniałam na początku nie wiedziałam, czego się spodziewać, dlatego też nie stawiałam tej książce jakikolwiek wymagań czy poprzeczek. Po zakończonej lekturze stwierdziłam, że dobrze zrobiłam, ponieważ poczułam się miło zaskoczona.

Karen Chance zdecydowanie zaangażowała się w tematykę paranormalną. Jej książka naszpikowana jest dokładnymi opisami wampirzej hierarchii, magicznych poziomów i amuletów, sposobów w jakie zimnokrwiści mogą się pożywiać a także szczegółowych podziałów na dobrą i złą magię. Wszystko jest bardzo skrupulatnie wyjaśnione, tak że czytelnik mocno wciąga się w ten niezwykły i pełen nadnaturalnych związków, świat (Nie ukrywam jednak, że niektórych tak liczne i długie opisy mogą lekko znudzić. Mnie męczył szczególnie początek książki). Mimo tego, że autentycznie w pozycji tej nie ma aż tak dużo dialogów, akcja wręcz gna na łeb na szyję. Kumulacja następujących po sobie wydarzeń jest tak ogromna, że człowiek musi w pewnym momencie przestać czytać aby przypomnieć sobie, że trzeba zacząć oddychać. W tej książce jest dosłownie wszystko! Skoki w czasie i przy okazji zmiana historii, walki magiczne i gołymi rękoma, nawiązania do postaci historycznych i do mitologii, pożądanie, sex, opętania i tortury. Niesamowite jest to, że autorce udało się zarówno zmieścić w tej powieści tak dużo elementów, jak również i to, że sensownie je ze sobą połączyła.

W porównaniu do samego pomysłu na fabułę odniosłam wrażenie, że bohaterowie zostali zarysowani przeciętnie. Cassandra jest dość żywiołowa i niezależna, jednak nie przekonała mnie do siebie aż tak bardzo jak Ruda Kostucha czy Wolha Redna. Wampiry w tej powieści są jak zwykle bardzo tajemnicze i pociągające, czyli w sumie nic nowego. Ciekawym aspektem były z kolei duchy, z którymi Cassie się porozumiewała, gdyż dostarczały sporo informacji oraz w chwili zagrożenia służyły pomocą.
Nie ukrywam, że niesamowicie mocno wciągnęłam się w książkę pani Chance i wydaje mi się ona godną polecenia. Żałuję jednak, że trafiłam na tę opowieść dopiero po przebrnięciu przez masę kiczowatych i szablonowych paranormali, na które po prostu straciłam swój czas. Trochę jest to moim zdaniem przykre, ponieważ gdyby rynek nie był nimi aż tak zalany, na pewno szybciej udałoby się znaleźć na półce pozycję taką jak ta…

Za masę emocji i gwałtownych przeżyć dziękuję serdecznie wydawnictwu: