Uncategorized

Recenzja: Zguba wręcz wisi w powietrzu

tytuł: Kościotrzep
autor: Cherie Priest
wydawnictwo: Książnica (grupa wydawnicza Publicat)
ilość stron: 383
opis wydawcy: KLIK
Patrząc na “Kościotrzepa” pierwsze co się oczywiście rzuca w oczy to niezwykła okładka. Twarz kobiety wpatrującej się przez gogle w znajdujący się w powietrzu sterowiec. Czemu nie może spojrzeć na niego własnymi oczami? Dlaczego jest wybrudzona? Czym jest tytułowy kościotrzep? Pytania mnożą się od samego patrzenia.
Od roku 1863 Seattle przestało być zwyczajnym miastem. Wpływ na to miał pewien wynalazca, którego z założenia służąca do wydobywania złota, maszyna zrównała część miasta z ziemią. W krótkim czasie od tego wydarzenia okazało się, że oprócz ogólnych zniszczeń doszło do przypadkowego wydobycia specyficznego gazu. Z pozoru bezwonny i bezbarwny, okazał się wywoływać u ludzi dziwną chorobę. Niczym nie można było jej uleczyć, gdyż na kogo spadła ten umierał, a jeżeli miał wyjątkowe szczęście to umierał i pozostawał w tym stanie na dobre. Mieszkańcom nie pozostało nic innego jak oddzielić się od zakażonej części miasta stawiając szczelny mur.
Briar i Ezekiel nie są lubieni w swojej okolicy, gdyż szalony naukowiec, który zmienił Seattle w obraz ruiny i rozpaczy, był z nimi spokrewniony. Briar stara się jak może, aby wychować syna i jakoś przeżyć z dnia na dzień, nie zagłębiając się we wcześniejsze wydarzenia. Zeke jest jednak dość ciekawskim nastolatkiem, któremu zależny na oczyszczeniu honoru rodziny. Sądzi on, że matka nie udziela mu wystarczających odpowiedzi, dlatego postanawia ruszyć do starego domu swej rodziny. Do domu za murem.
Wrażenia i rekomendacje
Po “Dziwnej sprawie skaczącego Jacka” spodziewałam się, że kolejna książka w stylu steampunk znów zasypie mnie niesamowitymi nowinkami technologicznymi i całkowicie abstrakcyjnym światem. Czy tak się jednak stało? Nie do końca.
Świat stworzony przez Cherrie Priest jest dość mroczny i duszący. Z jednej strony poznajemy życie w zdrowej części miasta, gdzie ludzie mierzą się z codziennymi problemami, biedotą, a także kolejnymi wiadomościami o panującej w kraju wojnie secesyjnej. Z drugiej strony zagłębiamy się w odgrodzony murem całkiem inny świat, pełen niebezpieczeństw, ludzi, którzy na siłę starają się przystosować do nietypowych warunków oraz obfitujący w rozkładające się zombie. Ulatniający się spod ziemi gaz zatruwa tu ludzi oraz przyrodę. Ci, którzy się go nawdychają umierają, a później często zmieniają się w chodzące trupy. Wszystko wokół jest okropne, przygnębiające i nieprzyjazne.
Stempunkowa otoczka jest w tej książce całkiem niezła i nieprzesadzona. Sterowce krążące w powietrzu. Ludzie zakładają gogle i maski aby móc obronić się przed zgubnym działaniem zatrutych oparów. Pojawia się również tajemniczy naukowiec, który zamyka się w centrum odgrodzonej części miasta, tworząc w miarę potrzeby nowe wynalazki. Gdy to wszystko połączy się z opuszczonym i częściowo zburzonym miastem, w którym dodatkowo grasują zombie, powstaje niezła mieszanka z potencjałem na dobrą historię. Niestety, nie można mieć wszystkiego i właśnie to, co w tej książce podupada, to pomysł na fabułę. Tak jak wykreowanie świata poszło autorce dobrze tak główny wątek, który można skrócić do praktycznie jednego zdania: “Podróż matki za synem, przez niebezpieczną część miasta” nie za bardzo zadowala wymagającego czytelnika.
Postacie też nie rekompensują nam niedostatków opowieści. Zarówno matka jak i syn są w moim odczuciu dość przeciętni i nie bardzo się czymkolwiek wyróżniają. Ani nie irytują, ani nie fascynują. Na szczęście sama warstwa językowa i stylistyczna jest tym elementem do którego nie mogę się przyczepić. Opisy mimo iż momentami długie, są plastycznie i wyraziście oddane, a dialogi gdy już się pojawiają nie nużą czytelnika, tylko budzą jego większe zainteresowanie.
Podoba mi się, że “Kościotrzep” połączył ze sobą kilka elementów. Było trochę steampunka, trochę przygodówki i trochę paranormalności w postaci zombie. Nie jest to jednak wybitna książka i zdecydowanie nie najlepszy przedstawiciel gatunku steampunk. Jej mocną stroną są realia w jakich rozgrywa się akcja, dlatego może się spodobać komuś, kto  szuka lekkiej lektury, z nieskomplikowaną fabułą.

Za możliwość ucieczki przed rozkładającymi się trupami dziękuję serdecznie wydawnictwu: