Uncategorized

Recenzja: Czwórka zaliczona!

Dnia 4.10.2012 o godzinie 00:23 w moi życiu pojawiła się kolejna ulubiona książka. I ku memu zaskoczeniu stała się nią czwarta część o Stephanie Plum. Tak, tak. Mimo, iż o szalonej łowczyni przestępców czytałam już trzy książki, to właśnie ta, okazała się być najbardziej wciągającą, zabawną i nieprzewidywalną.

Fabuła
Steph znów ma zlecenie na NS-a. Tym razem jest nim Maxime Nowicki, która w złości ukradła swojemu chłopakowi samochód, a później nie stawiła się na rozprawę. Łowczyni już się cieszy na lekką sprawę, gdy wychodzi na jaw, że jak zawsze ma pecha i Maxime, która do tej pory nikomu nie sprawiała problemów, zapada się pod ziemię. Mało tego! Poszukiwana wpada jeszcze na pomysł, że wciągnie swego exchłopaka w jakąś dziwną grę i rozrzuca mu po mieście zaszyfrowane wskazówki, w teorii mające go do niej doprowadzić. Niestety chłopak do zbyt inteligentnych nie należy, więc płaci Stephanie dodatkowe pieniądze by ta, oprócz ogólnych poszukiwań, zajęła się odcyfrowywaniem zagadek i jak najszybciej znalazła Maxime.

No dobra nie ukrywajmy: Steph nie jest Enigmą. Na szczęście ma talent do zjednywania sobie ludzi i prędko znajduje oparcie w niezwykle sprytnym transwestycie, który poza robieniem kariery w  zespole muzycznym z przyjemnością zaczyna z nią współpracować. Oczywiście do pomocy garną się także Lula i babcia Mazurowa. Niestety nawet otoczona gronem przyjaciół-partnerów szalona Śliwka nie może opędzić się od kłopotów. Z dnia na dzień zostaje bowiem mianowana narzeczoną Morelliego, lesbijką i wredną, odbijającą facetów małpą. Jak to wszystko jest możliwe? Przeczytajcie sami! Koniecznie!!!

Wrażenia i rekomendacje
Tym razem swojej oceny nie podzielę na mocne i słabe strony, bo tych drugich NIE MA. Ta powieść jest kwintesencją komedii z elementami kryminału. Aż normalnie żałuję, że nikt się do tej pory nie pokusił o jakiś serial na podstawie przygód pomysłowej Stephanie.

Jak już wspomniałam tym razem akcja toczy się wokół ukrywającej się i jednocześnie szukającej zemsty Maxime. Osób związanych z całą sytuacją ze strony na stronę przybywa, a zachowanie samego exchłopaka budzi coraz więcej wątpliwości. Śliwka czuje, że wpakowała się w większą kabałę, jednak wcale jej to nie przeszkadza i jak zawsze z uporem maniaka dąży do zrealizowania zlecenia. W prawdzie sama zagadka nie jest zbyt skomplikowana, to i tak w moim odczuciu okazała się mieć momenty zaskakujące. Także akcja po raz kolejny jest wartka i wywołuje sporo emocji, dlatego nastawcie się od razu, że jak zaczniecie czytać to nie przestaniecie aż do ostatniej strony.

Poza interesującą fabułą, ogromnie mi się w tej książce podobało to, że autorka więcej napisała o perypetiach Stephanie w życiu prywatnym. Poznajemy bowiem w końcu rodzinę Morelliego, znów pojawia się babcia Mazurowa no i oczywiście Komandos (który zdaje się lekko z Steph flirtować!). Dodatkowo iskrzenie między seksownym policjantem a łowczynią zbliża się do poziomu krytycznego, na co zdecydowanie czekałam po dość lakonicznym, w tym temacie, tomie trzecim. Niezłą postacią jest również transwestyta Sally, który mimo iż z zamiłowaniem ubiera się w damskie ciuszki, czuje do odrazę wszelkich metod usuwania owłosienia. Wprowadza on swoisty powiew świeżości swoimi komicznymi zachowaniami i ciągłym podkreślaniem, że cały ten babski kram jest dla niego ciężki do ogarnięcia. Zdecydowanie polubiłam go od pierwszej chwili!

Tym razem znów w dialogach pojawia się sporo soczystych sformułowań, jednak nie rażą one, gdyż pasują do charakteru osób, które je wypowiadają. Ogólnie językowo/stylistycznie jest w moim odczuciu jeszcze lżej (jeżeli to możliwe) niż w poprzednich częściach. Czytając odnosi się wręcz wrażenie, że mimo iż niektóre porównania są groteskowe to jak najbardziej pasują do chwili i samej Plum, która przecież jest narratorką. Co się tyczy jeszcze humoru, to powiem wam, że momentami autentycznie śmiałam się w głos. Dialogi z innymi bohaterami oraz monologi wewnętrzne Stephanie są naszpikowane komizmem, który poruszy nawet największego gbura.

Kończąc swój wywód skomentuję jeszcze okładkę. Wydawnictwo zrezygnowało już z obwolut, na których pojawiały się kobiece postacie, na rzecz prostoty i dominujących napisów. Czy był to dobry zabieg? Ciężko powiedzieć, ale do mnie osobiście taka forma o wiele bardziej przemawia. Odnoszę również wrażenie, że przy takiej okładce książka może trafić do szerszego grona odbiorców, gdyż nie będzie się już kojarzyła typowo z literaturą kobiecą.

Czwórka zaliczona leży już na półce. W mej głowie nadal jednak przewijają się jej fragmenty, które co jakiś czas przywołują uśmiech na twarzy. Wątek kryminalny, jak zwykle świetnie połączony został z komedią omyłek. Stephanie Plum po raz kolejny udowodniła też, że nie ma sprawy, której by się nie podjęła, a katastrofa to jej drugie imię.

Zastanawia mnie teraz tylko jedno: jak ja przetrwam do wydania kolejnego tomu?

Za świetną zabawę i łzy radości dziękuję serdecznie wydawnictwu:

PREMIERA:  17.10.2012 
tytuł: Stephanie Plum- Zaliczyć czwórkę 
autor: Janet Evanovich 
wydawnictwo: fabryka słów 
ilość stron: 350 
opis wydawcy: KLIK