Uncategorized

Recenzja: Demoniczna przyjemność

“Rozkosz nieujarzmiona” to ten typ książki, o której ciężko mi jest napisać opinię. Nie do końca jednak wiem, co ma na to wpływ. Fabuła mi się podobała, bohaterowie i ich losy wzbudziły we mnie wiele emocji, a erotyczne opisy poruszyły zmysły. Mimo to jestem świadoma, że nie chciałabym opisać tej powieści jako arcydzieło, gdyż nie jest to literatura najwyższych lotów, traktująca o ważnych tematach. Jest to zwykły romans paranormalny, jednak taki, który ma coś w sobie. Taki, który został przemyślany, dopracowany i z przyjemnością się go czyta.
Zanim jednak przejdę do właściwej opinii powiem trochę o treści.
Głównymi bohaterami są Eidolon i Tayla. 
On jest zabójczo przystojnym i pociągającym lekarzem zrodzonym z demona. Właśnie znajduje się na skraju S’genesis czyli końcowego etapu dorastania, który każdy przedstawiciel gatunku Seminus (demony seksulane/inkuby) musi przejść. W związku z tym może obrać jedną z dwóch dróg: albo znajdzie sobie jedną stałą partnerkę, która będzie zaspokajała jego seksualne potrzeby, albo zmieni się w nieokiełznanego potwora, który zaspokajać się będzie każdą napotkaną przedstawicielką płci przeciwnej (i to niekoniecznie swojego gatunku). Póki co stara się on jednak hamować swe żądze i ratować życie innym, tak jak przystało na lekarza.
Ona należy do grupy Aegis i zapamiętaniem morduje demony oraz wszelkie istoty nie będące ludźmi. Walka o przetrwanie towarzyszy jej od najmłodszych lat, gdyż matka jak na ćpunkę przystało nie spełniała się w roli poprawnej rodzicielki. Dziewczyna jest twarda i odważna, jednak od pewnego czasu jej ciało przestaje ją słuchać, a ona nie rozumie czym to jest spowodowane.
Ich losy przecinają się w dniu, gdy ona po bitwie z demonem trafia do jego szpitala dla paranormalnych. Od pierwszej chwili wiedzą, że nie mogą sobie zaufać. Są też jednak pewni, że nie będą w stanie trzymać się od siebie z daleka…
Mam wrażenie, że mój opis fabuły wyszedł nieco płytko, jednak nie zrażajcie się tym, ponieważ to jest tylko krótki wstęp do tego, o co tak naprawdę chodzi w tej historii. 
Tak naprawdę demony kojarzyły mi się zawsze z  grozą, okrucieństwem i mrokiem. To jak przedstawiła je Larissa Ione było więc dla mnie czymś innym, ponieważ ukazały mi się one z całkiem nowej strony. Szczególnie dobrym przykładem jest tutaj Eidolon. Kocha on swój zawód, a dzięki dodatkowej umiejętności magicznego uleczania może go dobrze wykonywać. Wychowywany przez demony sprawiedliwości nabył umiejętność panowania nad emocjami, spokój ducha a także sporo powagi i rozwagi. Kolejnym jego atutem jest także zwyczajny, ludzki wygląd. W prawdzie, jak na jego gatunek przystało po przejściu S’genesis nabędzie on umiejętność zmiany w osobnika płci męskiej dowolnego gatunku, jednak póki co nie charakteryzują go ani rogi, ani szpony ani nic typowego dla potworów. Głębokie poczucie sprawiedliwości i całkiem niezły system moralny ułatwiają mu prowadzenie szpitala, a także opanowanie swoich dwóch (pozostałych z ponad 40) demonicznych braci. Nie ukrywam, że polubiłam go i z zainteresowaniem czytałam  o jego poczynaniach. Jego bracia posiadają już trochę inne charaktery i w ogóle nie trzymają na wodzy swoich potrzeb, mimo to także są dobrze wykreowani i coś czuję, że w kolejnych tomach (gdyż książka ma podpis: tom I) będą przedstawione właśnie ich historie. 
Dla kontrastu Eidolon zestawiony jest z Taylą. Dziewczyna w odróżnieniu do inkuba nie wie, co to więzi rodzinne, nie ma bliskich a za główny cel postawiła sobie mordowanie demonów. Krótko mówiąc jest jego całkowitym przeciwieństwem, jednakże potrafi się kierować instynktami, dlatego w odpowiednim momencie zdaje sobie sprawę, że nie wszystko w co wierzyła musi być zgodne z prawdą. 
Eidolon i Tayla tworzą dobraną parkę, których burzliwe relacje bazują przede wszystkim na ogromnym pociągu seksualnym oraz wraz z kolejnymi wydarzeniami na poczuciu bezpieczeństwa oraz zaufania. Sceny łóżkowe między nimi są dokładnie przedstawione lecz nie aż w takim stopniu by były wulgarne. Autorce czy też tłumaczce udało się dobrać takie słownictwo, że ani nie odczułam zniesmaczenia ani nie przeniosłam się w świat opisów Nory Roberts. Powiedziałabym: plastycznie, z wyczuciem i bardzo erotycznie.
Skoro już jestem przy sferze językowej to ogólnie muszę przyznać, że mi ona tutaj odpowiada i przyczyniła się do tego, że szybko i z niegasnącym zainteresowaniem przeczytałam tę powieść. Jest wystarczająca ilość opisów oraz pikanterii, dialogi są konkretne i momentami zabawne, a wyobrażenie sobie realiów całego świata i wyglądu bohaterów nie sprawiło mi żadnych przeszkód. Fabuła częściowo kręci się wokół relacji demona i wojowniczki, jednocześnie bardzo mocno plącząc się z wątkiem handlowania organami paranormalnych istot oraz z odkrywaniem przeszłości Tayli. Autorka odpowiednio dawkuje informacje i cały czas trzyma czytelnika w napięciu i oczekiwaniu na rozwiązanie pojawiającej się coraz większej ilości zagadek.
Takiego romansu paranormalnego już dawno nie czytałam. Po skończeniu odłożyłam go na bok, westchnęłam i poczułam zazdrość, że niektórzy jeszcze tej powieści nie znają i mają ją dopiero przed sobą. Polecam wszystkim fankom tego gatunku, które znudzone już są szablonowymi historiami pełnymi wampirów, wilkołaków i trójkącików miłosnych.
Za możliwość poznania seksownych demonów, a także przeczytania i zaopiniowania tej powieści dziękuję wydawnictwu:

tytuł: Rozkosz nieujarzmiona
autor: Larissa Ione
wydawnictwo: Papierowy księżyc
ilość stron: 407
opis wydawcy: KLIK