Uncategorized

Recenzja: Tatuaż, który zmienia w wampira

Minęło już trochę czasu od momentu, kiedy na rynku masowo zaczęły się pojawiać książki, w których głównymi postaciami byli krwiopijcy. Wielu czytelników zapoznało do tej pory z różnymi zimnokrwistymi, albo całkowicie się od nich odgrodziło. Ja sama zaliczam się do tej pierwszej grupy i nawet teraz czytuje jeszcze czasami wampirze opowieści, gdyż kieruje mną pytanie: Czy udało się autorowi wymyślić coś nowego, czy znów będzie schematycznie?
Po pierwszy tom serii Dom nocy zdecydowałam się sięgnąć również z chęci poznania czegoś nowatorskiego, ale także dlatego, że słyszałam o nim kilka różnorodnych opinii i sama chciałam się przekonać, jak to z tą Naznaczoną jest. 
Krótko o fabule: Główną bohaterką jest Zoey, lekko zbuntowana nastolatka, która nie dogaduje się z matką i jej nowym mężem. Pewnego dnia zostaje naznaczona, czyli wybrana na dziecko nocy. Od tej chwili zaczyna się zmieniać w wampira, a żeby zmniejszyć w trakcie tego procesu ryzyko utraty życia, przenosi się do szkoły dla jej podobnych. Po drodze przeżywa jeszcze bliskie spotkanie ze śmiercią i boginią Nyks, matką wszystkich krwiopijców, która daje jej swe błogosławieństwo i wyjawia, że będzie dla niej bardzo istotna. Tak więc Zoey ląduje w Domu nocy, gdzie już od pierwszego dnia wie na kogo będzie mogła liczyć, a kto stanie się jej wrogiem. Jakby było mało tych rewelacji, okazuje się jeszcze, że dziewczyna w inny sposób niż pozostali przejedzie przemianę, co nie wszystkim się podoba…
Przed przeczytaniem “Naznaczonej” natrafiłam na kilka jej recenzji, z których dowiedziałam się, że książka razi słownictwem i jest raczej typową młodzieżówką. I szczerze mówiąc potwierdzam tę opinię. 
Naznaczenie głównej bohaterki odbywa się już na pierwszych stronach powieści, bez wcześniejszego wtajemniczenia nas głębiej w zależności wampirzego świata, przez co ja sama poczułam się trochę zdezorientowana. Na szczęście rekompensują nam to częściowo późniejsze wydarzenia, z których mamy możliwość zorientować się, jak wygląda przemiana w krwiopijcę.  Pomysł na to nawet przypadł mi do gustu, ponieważ autorka nie zdecydowała się tu bowiem na typowe: wampir gryzie- ofiara transformuje, a na wspomniane już naznaczenie wybranej osoby. Znakiem rozpoznawczym dla dotkniętych wampiryzmem jest półksiężyc na czole, który początkowo jest pusty lecz wypełnia się wraz z nabraniem pełnych cech krwiopijcy, czyli po pełnej przemianie (moje pierwsze skojarzenie-> KLIK). 
Zoey jako główna bohaterka jest… średnia. Typowa do bólu nastolatka, którą cechuje wpadanie w skrajności, niewyparzony język i standardowe dla dziewczyn rozterki. W roli narratorki także nie jest wybitna, gdyż ani nie skupia się na
swoich nabywanych cechach i nie wypytuje konkretnie, czego powinna się
spodziewać w najbliższym czasie, ani nie przedstawia dokładnie realiów w jakich się znalazła. Nic w jej kreacji mnie nie zaskoczyło ani nie zainteresowało. Nudna i nieprzemawiająca do mnie postać tak jak z resztą i pozostałe osoby w tej historii. Standardowo Zoey poznaje bowiem kilka koleżanek, przystojnego wampira, który nie wiadomo czemu zaczyna się nią interesować oraz zazdrosną i dominującą dziewuchę, która musi być w centrum uwagi. Z żadną z tych postaci w trakcie czytania nie poczułam jakiejś szczególnej więzi.
Tak jak pomysł na fabułę miał możliwości, tak wprowadzenie go w czyn już autorkom zbyt dobrze nie wyszło, o czym świadczy kilka elementów. Pierwszym z nich jest towarzyszące mi w trakcie czytania wrażenie, że czegoś nie wiem, że brakuje mi szczegółów, a wszystkie wydarzenia przestawione są chaotycznie. Kolejnym słabym aspektem tej książki jest język. Po co aż tyle tych przekleństw?! Ja wiem, że młodzież się wyraża, ale książki są po to, żeby rozwijać słownictwo, a nie degradować je do rzucania mięsem na prawo i lewo. Kolejny minus za jedną konkretną scenę: gdy Zoey idzie pierwszy raz szkolnym korytarzem jest świadkiem napastowania seksualnego (praktycznie seksu oralnego). Nie mam zielonego pojęcia, co to miało wnieść do treści i czemu autorka zdecydowała się coś takiego napisać. Zdecydowanie mi się to nie podobało, gdyż w odniesieniu do całej powieści ta scena autentycznie NIC NIE WNIOSŁA, a jedynie zniesmaczyła.
Żeby nie było tylko negatywnie to rozdam teraz jeszcze kilka plusów. Pierwszy z nich za pomysł z oznaczaniem, który według mnie był czymś nowym i po standardowym gryzieniu wniósł powiew świeżości. Drugi za nawiązanie do szamanizmu i plemion indiańskich, bo wraz z wampirami tworzą one interesujące połączenie i mają spory potencjał. Trzeci i ostatni plusik wędruje z kolei do wydawnictwa, gdyż okładka jest intrygująca i przykuwa wzrok, a także z tego co widziałam dotyczy to każdej pozycji z tej serii.
Podsumowując stwierdzam, że “Naznaczona” mi się niestety nie podobała, gdyż ilość słabych elementów przewyższyła liczbę tych dobrych. Może i autorki miały jakiś pomysł, jednak w jego wykonaniu skupiły się chyba przede wszystkim nie na samej historii, a na zdobyciu jak największego grona nastoletnich odbiorców. Ogólnie powieść w moim odczuciu nadaje się dla osób w wieku 13-16, z dużą tolerancją na wulgaryzmy i szukających BARDZO niewymagającej lektury.

Za możliwość poznania kolejnej historii o krwiopijcach dziękuję:

tytuł: Naznaczona
autor: P.C. Cast + Kristin Cast
wydawnictwo: Książnica
ilość stron: 325
opis wydawcy: KLIK