Pistolet który wystrzelił
30do30

30do30: Nie jestem złym człowiekiem…

…ale czasami mam krótki lont. Momentami nawet ZBYT krótki. Co chyba nikogo nie powinno dziwić skoro jestem cholerykiem.

Walczę ze swoimi wybuchami złości i nagłej irytacji od chwili, gdy je zdiagnozowałam (zgodnie z zasadą, że chcę cały czas nad sobą pracować). W związku z tym w ciągu ostatnich lat wypracowałam nawet dość konkretną listę triggerujących mnie zachowań i ludzi (żeby starać się ich unikać czy też bardziej się w ich trakcie kontrolować). Dzisiaj robię wielki coming out i się nią z Wami dzielę. Uprzedzam, że będą tematy drażliwe 😛 Zwłaszcza dla rodziców.

12 zachowań i ludzi, które mnie w różny nieprzyjemny sposób triggerują

Stanie przy pasach i nie kliknięcie przycisku zmiany światła.
W sumie nie wiem na co tacy czekają, może na oklaski?

Zatrzymywanie się na środku chodnika i nie przesunięcie, jak ktoś idzie.
Tak zwane święte krowy. Ile razy wylądowałam na kimś w impecie – nie zliczę.

Wpychanie się w kolejkę.
“Bo wie Pani ja MUSZĘ”. Musi to na Rusi. Ja też nie czekam dla zabawy.

Starsze Panie, które biegną 120km/h żeby zająć siedzenie w komunikacji miejskiej/bądź złośliwie zwracają uwagę młodym, że siedzą…
Kocham seniorów, ale kultura obowiązuje wszystkich. Żeby nie było, jestem typem, który pierwszy ustępuje starszym ludziom, ale gdy są bezczelni to mnie strzela.

…ewentualnie stoją nad nim i kaszlą/sapią.

Kierowcy, którzy nie włączają kierunkowskazów.
Jakkolwiek byłam wierząca na pewnym etapie, tak do Ducha Świętego i medium mi daleko, żeby się domyślić, dokąd tacy planują pojechać. BAJDEŁEJ, podobno najwięcej wulgaryzuję właśnie, gdy prowadzę.

Kierowcy, którzy naku.wiają Ci długimi w lusterka, bo spieszy im się oddać nerkę.
Nigdy tego nie zrozumiem. Absolutnie nigdy. Co Ci człowieku da to pizganie mi po oczach? A jeśli wywoła to u mnie jakiś atak? Albo spowoduje wypadek na drodze? Na serio tak bardzo ktoś, gdzieś musi pędzić, żeby ryzykować stworzeniem sytuacji zagrożenia?

Rodzice, którzy nie reagują, gdy ich dziecko drze papę w miejscu publicznym.
Czekam na te wszystkie hejty… Ale nie mogłam tego nie wspomnieć. Ja doskonale wiem, że dzieci bywają różne i mogą sprawiać problemy. Tak, nie mam dzieci i pewnie ktoś mi zarzuci, że póki ich nie mam to nie dotrze do mnie, jak wiele niespodziewanych sytuacji powodują. No, może i tak. Przy czym, zauważcie, że nie uderzam tym punktem w dzieci tylko w ich rodziców, którzy nie reagują 😉 Jakakolwiek próba zrobienia czegoś z wydzierającym się wśród ludzi dzieciakiem jest już dla mnie ok.

Rodzice, którzy nie reagują, gdy ich dziecko bez pytania ładuje łapy w stronę twojego psa.
A to z kolei irytuje mnie, aż z dwóch powodów. Po pierwsze: dlatego, że pies jest moją własnością, więc zapytanie o zgodę mieści się dla mnie w granicach obowiązkowej kultury. Po drugie: dlatego, że mój pies panicznie boi się dzieci (i kilkunastu innych rzeczy). Na to czego się boi reaguje szczekaniem i warczeniem. Domyślacie się do czego może dojść, gdy dzieciak za szybko do niego podejdzie? I kto wtedy będzie winien?

Ludzie, którzy wbijaj się w Twoją przestrzeń prywatną.
To jest dla mnie tak gruby temat, że chyba powinnam poświęcić mu osobną notkę. Póki co pozostanę przy lakonicznym zdanku uzasadnienia: mam od tego nieprzyjemne dreszcze.

Dzieciaki słuchające przez głośniki muzyki w komunikacji miejskiej.
Za moich czasów (już widzę w duchu reklamę Werther’s Original) na takie dzieciaki wołało się kredki. Wyjaśniając jednak czemu mnie to irytuje: bo tak. Bo jest to przestrzeń publiczna i nie muszę słuchać czyichś np. rapsów.

Osoby, które gdy chcesz wysiąść bądź wsiąść do autobusu/tramwaju stoją, jak glorie i mimozy, obojętne na Twoje starania.
Nie wiem, jak Wy, ale ja niestety w takich chwilach mam przed oczami cudowną reklamę z poznańskiej komunikacji miejskiej sprzed kilku lat (niestety google nie pomogły mi jej znaleźć dla Was :(). Opisując ją: jechali ludzie autobusem, który zatrzymał się na przystanku. Ci którzy chcieli wysiąść nie mogli, bo nikt się  nie przesunął. Dodatkowo wychodzących zalała fala nowych wchodzących. Drzwi się zamknęli zanim dali radę opuścić autobus, więc gdy ten ruszył ponownie – wyskoczyli przez okna 😉 Niby śmieszek, ale ja się trochę obawiam takiej sytuacji, że mnie np. drzwi przytną, bo ktoś się nie ruszy ;/ 

Mam dziwne wrażenie, że ktoś mi skomentuje ten post na zasadzie: OMG FIRST WORLD PROBLEM. Heh, może i tak, ale powtarzając się: miałam ochotę o tym napisać, bo może ktoś ma podobnie i dzięki temu nawiążemy ciekawą dyskusję?