Gardzę social media
30do30

30do30: Nienawidzę Facebooka

To nie będzie długi tekst, ale tak samo ważny, jak pozostałe z serii 30do30 (wyjaśnienie, o co chodzi znajdziecie TUTAJ).

Pewnie parę osób zaskoczę stwierdzeniem, że nie znoszę social mediów. Ale taka jest prawda kochani. Gdyby ktoś nagle skasował FB, IG, Messengery i inne Snapchaty (dobra Twitterka byłoby mi lekko szkoda), wcale bym nie płakała.

Jestem dzieckiem końca lat 80’ i doskonale pamiętam czasy bez telefonów komórkowych, komunikatorów i snapów. Pamiętam także, że wtedy wiele razy zdarzyło mi się pocałować klamkę, gdy odwiedzałam kolegów i koleżanki bez zapowiedzenia. Jeśli chciałam z kimś porozmawiać musiałam do tej osoby zadzwonić bądź uwaga PÓJŚĆ osobiście (#szok, #niedowierzanie).

Brakuje mi tego. Na maksa mi tego brakuje.

Żebyście mnie dobrze zrozumieli: tak, brakuje mi posiadania niewielu opcji komunikacji.

Ktoś mi pewnie zarzuci, że odstawiam jakieś durne narzekanie, ale trochę tak właśnie jest. Narzekam. Narzekam, ponieważ jest mi źle z faktem posiadania tylu możliwości. Brakuje mi czasu, gdy okoliczności zmuszały mnie do interakcji z ludźmi. Mam poczucie, że wraz z wejściem social mediów weszła też swoista presja, by być ciągle online oraz że przestaliśmy się starać o innych ludzi. Tak, ja również.

Przykład?

  • Kiedyś, gdy się chorowało, ktoś zawsze wpadał w odwiedziny. Teraz piszą na messengerze, że współczują choroby. A ja lubiłam wspólne herbatki i przynoszone owoce.
  • Kiedyś, żeby się umówić na zrobienie imprezy niespodzianki, trzeba było się ładnie nagimnastykować, by skomunikować ludzi i wspólnie zrobić coś fajnego. Teraz grupowa konfa na FB i lecimy z tematem (no chyba, że ktoś nas wyciszy).
  • Kiedyś, gdy urodziło się dziecko nie wrzucało się jego zdjęcia w feed tylko pokazywało najbliższym.

Tak tak, wiem. Wszystko ma dwa końce i dwie strony. Oczywiście, że jest wygodnie dzięki socialom i wiele razy doceniłam ich użyteczność. No i super, że mogę pisać do ludzi z USA bez wyjazdu tam. Pracuję w social mediach i są dla mnie dość istotnym narzędziem. Still…

Tak w głębi duszy, w moim serduszku wiem, że wolałam czasy, gdy ich nie było. Messenger mnie męczy. Bycie wiecznie online również. Pragnę więcej załatwiać osobiście i wchodząc w relacje i kontakt z ludźmi na żywo, dlatego uczę się od kilku miesięcy wyłączać internet w telefonie i robić dni bez komputera, neta i komórki.

Efektem ubocznym tej małej rozkminy (którą na szczęście mam już lekko podsumowaną) są kolejne pytania w głowie.

  • Czy to nie social media sprawiły, że ludzie mniej wychodzą z domu in general?
  • Że Ci którzy kontaktują się wyłącznie przez komunikatory, później na żywo nie potrafią sobie poradzić?
  • Jak mamy uczyć się wyrażać myśli i emocje, albo interpretować mowę ciała jeśli większość czasu piszemy na różnych odmianach czatów a naszą mimikę wyrażamy emotkami? 

Zgodnie z zaleceniami współczesnego trendu social mediów powinnam Was teraz zaprosić do dyskusji i prosić o pozostawienie swoich opinii w komentarzach (bo wiecie, teraz się stawia na interakcje. INTERAKCJE W INTERNECIE, NIE W REALU). Ale nie wiem czy umiem to zrobić.

Wolałabym spotkać każdego z Was i usłyszeć, co macie do powiedzenia na żywo. OFFLINE.

Na spacerze takim, jak na mojej smutnej fotce z nagłówka.