Obrazek do postu o przeklinaniu
30do30

30do30: Nosz ku.wa!

Taka ładna dziewczyna a takie węże z ust!

~ wiele ludzi na mój temat.

Jak tak pomyślę dłużej, to w sumie już dawno nie słyszałam tego zdania, ale był moment, gdy dosyć często padało w moim otoczeniu (może zbrzydłam, hehehe).

Przeklinam. Mocno.

I to nawet nie, gdy się złoszczę (wtedy najczęściej zamykam się i milknę) tylko przede wszystkim w momentach, na które nie mam wpływu (brak internetu jest na pierwszym miejscu), bądź czegoś nie rozumiem. Nie jestem człowiekiem, który stosuje kur.a jako przecinek, jednak jak wpadnę w zug to niestety uszy więdną (jak już pewnie się domyślacie to kolejny post z gatunku: coming out).

Do końca gimnazjum trzymałam grzecznie język za zębami, prawdopodobnie właśnie przez tę opinię, iż dziewczynie nie wypada. W liceum i do końca studiów wiem, że pilnowałam się już wyłącznie przy rodzicach i rodzinie. Przełom nastąpił, gdy dotarło do mnie “Hej Jarka jesteś dorosła! Normy społeczne ustalają ludzie i przecież według Ciebie nie ma czegoś takiego, co wypada bądź nie kobiecie. Nie musisz się kryć z tym, że klniesz!”. Szok był niezły, zwłaszcza u babci, ale i tak mniejszy niż jak wyszło, iż paliłam 😉

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem z tego dumna. Wstydzę się i hamuje, gdy należy, ale zwyczajnie są momenty, gdy się nie da ugryźć w język. Nie wiem czy taką mam naturę, czy zwyczajnie mimo wszystko mam w sobie coś z wulgarnej prostaczki, ale tak mam. Kropka. Kto tego nie lubi, cóż, może mieć o mnie momentami kiepskie zdanie. Czasami tłumaczę to sobie, że skoro już nie palę (1.5roku!), a nawet z kawą mam ostatnio problem (dejm ju układzie pokarmowy!) to przekleństwa są moją jedyną używką w życiu i sposobem na odreagowanie. Dzięki niemu w jakiś sposób się rozładowuje, a skoro działa to czemu mam z niego rezygnować? Przy czym wiem, iż są określone sytuacje, w których zwyczajnie nie ładnie jest rzucać mięsem i godzę się na nie (w sensie już się tak głupio nie buntuję przeciwko normom społecznym, przynajmniej nie wszystkim).

Wtrącenie w postaci anegdotki 

Pamiętam, jak na zajęciach z rosyjskiego nasza prowadząca z Ukrainy zachwycała się nad zestawieniem sąsiadujących spółgłosek w naszych przekleństwach (“W jakim innym słowie macie tak pięknie zestawione spółgłoski RW! Od razu czuć złość!”). Albo wzdychała do możliwości słowotwórczych przy zmianach przedrostków (spierd.lac, napierd.lac, wypierd.lac itp). Było to wtedy dla mnie całkiem zabawne i językowo uświadamiające. Jednak oczywiście nie będę Wam wciskać tutaj ściemy, że przeklinam, by wykorzystać piękno naszego polskiego języka xD

Czy kobiecie wypada?

Zastanawiam się jednak jeszcze nad stwierdzeniem z pierwszego akapitu. Co uroda ma do tego, że ktoś używa brzydkich słów? Albo lepiej jaki z tym ma związek płeć? Zdaje sobie sprawę, że powiedzenie wynika zapewne ze standardowego podejścia, iż dziewczyny czy kobiety powinny być ułożone, grzeczne i ładnie mówiące. Ale czy to współcześnie się już trochę nie zdezaktualizowalo? Tak jak pisałam wiem, że to nienajlepsza cecha, ale ja osobiście już się tak z tym nie spinam.

Dajcie znać, co sądzicie, bo w mojej głowie jest tylko myśl z gatunku: nikt nie będzie mi mówił, jak mam się wypowiadać! 

No może jedynie moja praca… 😉