Okładka książki
recenzja

Nawiedzenia. Historie prawdziwe

Ona bardzo czułe medium. On jedyny świecki egzorcysta, którego zaakceptował Watykan. Razem tworzyli wyjątkowe małżeństwo zajmujące się równie wyjątkowymi sprawami. Ed i Lorraine Warren para odpowiedzialna za dziesiątki paranormalnych spraw edukująca innych w temacie zjawisk nadprzyrodzonych. Dla nich były to historie prawdziwe, a jak będzie dla Was?

Nie ukrywam, że od zawsze kręci mnie temat paranormalnych wydarzeń, a małżeństwa Warrenów, od momentu, gdy do kin weszła Obecność (The Conjuring). Przeczytałam kilka notek biograficznych oraz opisów spraw, które prowadzili. Nastawiłam się, że zapowiedziana przez Replikę książka będzie historią, którą przede wszystkim opowiedzą oni, na zasadzie relacji z miejsca i jak sobie z danym zjawiskiem poradzili. Dostałam jednak coś innego.

“Nawiedzenia. Historie prawdziwe” są książką, którą czyta się bardzo szybko, gdyż przypomina bardziej Gęsią Skórkę niż czytanie drastycznych horrorów. Połowa tej pozycji to opowieści dotyczące cmentarza Union, a połowa przypadki z innych miejsc. Wszystkie dotyczą jednak duchów, nawiedzeń i (jak to ładnie napisali na okładce) demonicznych prześladowań. Nie mam większych uwag w stosunku do tej książki, ale nie powiem również bym była nią zachwycona. Moim problemem z nią jest fakt, że tak jak już napisałam nastawiłam się zwyczajnie na coś odmiennego. Brakowało mi powołań się na źródła, daty, większej liczby zdjęć (jest kilka kartek z nimi w środku) i ogólnie chyba stylu dla bardziej dorosłego czytelnika (napisana jest bardzo nieskomplikowanym językiem). Możliwe również, że mam zbyt wysoki poziom tolerancji na tego typu historie, jednak większość z opisanych brzmiała dla mnie jak coś, co można opowiedzieć przy ognisku na obozie. I chociaż co jakiś czas Ed albo Lorraine komentują opisane zjawiska to nie są to ich historie i przeżycia.

Za mało mi tych Warrenów w tej książce, więc nie powiem, żebym planowała do niej wrócić. Była miłą, lekką i niezwykle mało wymagającą odskocznią w ciągu dnia, ale nic poza tym. W mojej ocenie 6/10, bo nie żałuję jednak, że ją przeczytałam (a i takie książki miewałam w swoim życiu).

Za książkę dziękuję wydawcy 🙂 – strona książki tutaj.